planeta1 blog

Twój nowy blog

Czy zwiększenie mocy LHC niesie za sobą niebezpieczeństwa?

Największa od sześciu lat aktywność słoneczna moze być zapowiedzią hiperaktywności naszej gwiazdy

Izrael twierdzi, że atak na Iran musi nastąpić teraz albo nigdy

Inwazja wron w kalifornijskim mieście

2013

Brak komentarzy

2013

Zapomnijcie o chemtrailach i spowodowanych przez nie klęskach, „znany klimatolog” zapowiada znacznie gorsze kataklizmy.

Dziennik Polska The Times opublikował wczoraj wywiad z „prof. Zbigniewem Jaworowskim, klimatologiem”. Wygląda jednak na to, że ta etykietka stała się już nieaktualna, gdyż prof. Jaworowski został ekspertem w kolejnych dziedzinach — heliofizyki i inżynierii energetycznej. Co prawda wciąż straszy czytelników ochłodzeniem klimatu, ale na pierwszy plan wysuwa się zupełnie nowe zagrożenie: „tzw. zdarzenia Carringtona”:

Już za trzy lata możemy oczekiwać tzw. zdarzenia Carringtona. Jest to ogromny wybuch na Słońcu, którego skutki odczujemy na ziemi. Ostatni zdarzył się w 1859 r. i spowodował wówczas ogromne zaburzenia pola elektrycznego ziemi – wiatr słoneczny z wybuchu dotarł do naszej jonosfery. Spaliły się świeżo zakładane stacje telegraficzne. Astronomowie przewidują, że dokładnie tego samego możemy spodziewać się za kilka lat i powinniśmy do tego przygotować naszą sieć energetyczną, która może zostać w znacznym stopniu zniszczona, a prądu może zabraknąć na długi czas na znacznej części północnej półkuli. Amerykańska Akademia Nauk kilka miesięcy temu opublikowała raport analizujący skutki tej elektromagnetycznej burzy wywołującej tzw. blackout w skali kontynentów. Gdybyśmy się przed nimi nie uchronili, byłby to ogromny cios dla naszej cywilizacji – masowe zgony, głód i rozprężenie społeczne. Stany Zjednoczone przygotowują się do tego. Co prawda po cichu, ale jednak. Przygotowują satelity ostrzegawcze odporne na burzę słoneczną, które poinformują o zbliżającym się uderzeniu. Będą na to miały jeden, dwa dni. Tymczasem Europa nie robi nic. My ciągle walczymy z ociepleniem klimatu. W Polsce w ogóle nie ma żadnej reakcji. Podczas mojego wykładu na ten temat na zjeździe elektryków polskich nie padło nawet jedno pytanie po prelekcji. A przecież to ludzie, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo naszej sieci energetycznej. Proszę to sobie wyobrazić: brak prądu w całym kraju, na kontynencie, półkuli. A politycy zajmują się ograniczaniem emisji CO2, co może być zabójcze dla gospodarek wielu państw. To jest postawione na głowie.

Jeśli ktoś przeżył w tym momencie deja vu, to uspokajam, że 10 sierpnia 2009, w „Polityce”, prof. Jaworowski pisał to samo, choć nieco bardziej szczegółowo:

Jest maj 2013 r. Stacje radiowe i telewizyjne nagle przerywają program i ogłaszają, że właśnie przed chwilą na Słońcu nastąpił potężny wybuch, którego skutki trudno przewidzieć. Po paru godzinach zaczyna brakować prądu. Stają pociągi, tramwaje, metro, unieruchomione zostają lotniska i dworce kolejowe. Brak sygnalizacji świetlnej powoduje gigantyczne korki na ulicach miast. Nie działają windy, stacje benzynowe, telefony, radio i telewizja, satelitarna nawigacja, staje cały przemysł. Brakuje wody, przestaje działać służba zdrowia, handel, banki, systemy komputerowe. Zaczyna się apokalipsa, której przedsmak mieli mieszkańcy Nowego Jorku i kilku innych miast w sierpniu 2003 r. 

Tamten blackout trwał tylko parę godzin. Tym razem cywilizacyjna katastrofa może ogarnąć całe kraje i kontynenty, a nawet glob, i trwać wiele miesięcy, a może nawet lat. To nie scenariusz filmu grozy, lecz wnioski z raportu National Academy of Sciences (amerykańskiej akademii nauk), ostrzegającego przed kataklizmem, którego rozmiarów do tej pory nigdy nie zaznaliśmy. 
[...]
Wielka burza geomagnetyczna może pojawić się w maju 2013 r., w maksimum 24 cyklu – twierdzi dr Doug Biesecker, szef NOAA. Obecnie wiemy, co może się zdarzyć wskutek słonecznego rozbłysku, ponieważ ogromny impuls elektromagnetyczny towarzyszy wybuchowi broni jądrowej. Badania jego skutków, prowadzone od początku lat 70., wskazują, że współczesna elektronika i oparty na niej światowy system łączności nie są odporne na ten efekt. Być może to jest jeden z powodów, dla którego nikt nie pali się do wojny jądrowej, gdyż impuls elektromagnetyczny uniemożliwia dowodzenie oddziałami powyżej szczebla najniższego, co może sprawić, że wojna taka wymknie się spod kontroli.

Jak zwykle, „znany klimatolog” bardzo swobodnie traktuje swoje źródła. Raport opublikowany „kilka miesięcy temu” to zapewne sprawozdanie z warsztatów konsultacyjnych zorganizowanych przez NRC w roku 2008 (Severe Space Weather Events–Understanding Societal and Economic Impacts), które bardzo dalekie jest od katastrofizmu lansowanego przez prof. Jaworowskiego; nie ma czegoś takiego jak „zdarzenia Carringtona” (nazwiskiem Carringtona nazwano jedną, konkretną burzę słoneczną z 1859 roku, którą obserwował; mówi się o SPE, Solar Particle Events); Doug Biesecker nie jest i nigdy nie był szefem NOAA (którą jest obecnie biolog morski Jane Lubchenco) i nie przewidywał katastrofy na rok 2013; absurdalne jest przeciwstawianie amerykańskiego zatroskania grożącym nam kosmicznym kataklizmem z europejską walką z urojonym ociepleniem klimatu. Ani „Europa nie robi nic”, bo przecież sama Europejska Agencja Kosmiczna ma rozwinięty program monitorowania kosmicznej pogody; ani NOAA nie porzuciła badań nad klimatem na rzecz Problemu Roku 2013, co widać zresztą po nieustających atakach denialistów klimatycznych na tę organizację.

Ale to wszystko drobiazgi. Naprawdę uderzające jest co innego: w początkowej części wywiadu prof. Jaworowski przekonuje, że obecna powódź to „nic nadzwyczajnego”, że to „absolutnie normalne zjawisko przyrody”, że przecież w ciągu ostatnich setek lat wielokrotnie zalewało Kraków, i dopóki nie mamy przypadków kanibalizmu wśród powodzian to wszystko jest w porządku.

Akceptując taki punkt widzenia trudno jednak pojąć, dlaczego prof. Jaworowski straszy nas super-burzami słonecznymi — które także należą do kategorii absolutnie normalnych zjawisk przyrody; które zdarzało się wielokrotnie w przeszłości i będzie się zdarzać w przyszłości, jeszcze przez miliardy lat; których nie potrafimy przewidywać; i przeciwko którym długo jeszcze nie będziemy potrafili się zabezpieczyć.

Rozumiem, że trudno jest mówić o globalnym ochłodzeniem w roku, który ma spore szanse na bycie rekordowo ciepłym w historii pomiarów temperatury, trzeba było więc poszukać innego palącego problemu, którym powinniśmy się zająć. Co będzie następne w kolejności? Zderzenie Apophis z Ziemią w roku 2036? Erupcja Yellowstone? Stay tuned!

środa, 09 czerwca 2010, perfectgreybody
Prof. Adam Gierek: Słońce zniszczy Ziemię

Publikacja: 22.03.2011 03:00 | Aktualizacja: 26.01.2012 15:04

Uczeni z NASA twierdzą, że Słońce wchodzi w podobną fazę do tej sprzed 150 lat. Moment kulminacyjny nastąpi w maju 2013 roku. Efekt Carringtona - tak nazywa się zjawisko, które może zniszczyć cywilizację. Kiedy nas dopadnie, w jednej chwili przestaną działać urządzenia elektryczne. Unicestwią je burze magnetyczne wywołane strumieniami słonecznej plazmy.


Słońce, eksplozja, NASA
Co to oznacza dla cywilizacji całkowicie uzależnionej od elektryczności, nie trzeba chyba tłumaczyć.


- Staną pociągi, tramwaje, metro. Przestaną działać windy, stacje benzynowe, telefony, radio i telewizja. Pospadają samoloty… W końcu zabraknie wody, przestanie działać służba zdrowia, handel, banki i systemy komputerowe – tłumaczy prof. Zbigniew Jaworowski (84 l.), wybitny polski radiolog. – Według oceny przedstawionej w raporcie Amerykańskiej Akademii Nauk, w samych USA straty sięgałyby wielu milionów zgonów – dodaje.

Podobnie w Europie, Afryce i Azji. Ludzkość wróciłaby do epoki kamienia łupanego. W Stanach Zjednoczonych już ruszyły przygotowania do tego, by w możliwie największym stopniu zneutralizować skutki katastrofy. NASA (Narodowe Centrum Badań Kosmicznych) bez przerwy śledzi wybuchy na powierzchni Słońca. A jak do katastrofy przygotowana jest Europa? Polski eurodeputowany Adam Gierek właśnie wysłał interpelację w tej sprawie do Komisji Europejskiej.

Okazuje się, że Unia przeznaczyła już 22 miliony euro na badania dotyczące zagrożeń z kosmosu. „Ochrona infrastruktury naziemnej, takiej jak instalacje sieci elektrycznych, także została przygotowana – odpowiedziała europosłowi Adamowi Gierkowi KE. – Jest to dziedzina współpracy międzynarodowej i większość projektów prowadzonych jest z udziałem USA, Rosji i Ukrainy”.


Kłopot w tym, że po zaobserwowaniu wybuchów na Słońcu będziemy mieli kilka- dziesiąt godzin, by się przygotować do kataklizmu. A to bardzo mało…

Efekt Carringtona-

silne burze elektromagnetyczne i wyładowania pola magnetycznego Ziemi, spowodowane wzmożoną aktywnością Słońca. Konkretnie – niezwykle silnymi wybuchami na jego powierzchni. Przestają działać wtedy wszystkie urządzenia elektryczne. Takie zjawisko wystąpiło na Ziemi. 150 lat temu opisał je brytyjski astronom Richard Carrington. Wtedy jednak nie było sieci elektrycznych, które mogłoby uszkodzić.

 

Uczeni z NASA twierdzą, że Słońce wchodzi w podobną fazę do tej sprzed 150 lat. Moment kulminacyjny nastąpi w maju 2013 roku.

silne burze elektromagnetyczne i wyładowania pola magnetycznego Ziemi, spowodowane wzmożoną aktywnością Słońca. Konkretnie – niezwykle silnymi wybuchami na jego powierzchni. Przestają działać wtedy wszystkie urządzenia elektryczne. Takie zjawisko wystąpiło na Ziemi. 150 lat temu opisał je brytyjski astronom Richard Carrington. Wtedy jednak nie było sieci elektrycznych, które mogłoby uszkodzić.Uczeni z NASA twierdzą, że Słońce wchodzi w podobną fazę do tej sprzed 150 lat. Moment kulminacyjny nastąpi w maju 2013 roku.


Rozmowa z prof. Adamem Gierkiem - Burze na Słońcu to poważne zagrożenie

- Wysłał pan oficjalne pismo do Komisji Europejskiej z pytaniem, jak kraje Unii Europejskiej przygotowane są do tzw. efektu Carringtona. - Wierzy pan, że grozi nam niebezpieczeństwo ze strony Słońca?

- Komisja ciągle wieszczy katastrofę klimatyczną, której rzekomą przyczyną ma być dwutlenek węgla emitowany do atmosfery. A jak wiemy, to jedynie hipoteza oparta na bardzo słabych przesłankach. Ja postanowiłem zapytać Komisję o coś, co już wystąpiło w 1859 r., czyli efekt zauważony przez brytyjskiego astronoma Richarda Carringtona. Burze magnetyczne spowodowane wówczas aktywnością Słońca uszkadzały telegrafy, powodowały liczne pożary.

- Szkody nie były chyba wtedy zbyt wielkie?

- Moje pytanie jest o tyle zasadne, że w dzisiejszych czasach zagrożenie jest zdecydowanie większe, bowiem dysponujemy gęstą siecią elektroenergetyczną oraz satelitami, a te obiekty mogą być zniszczone.

- Na słoneczne zagrożenia wskazują takie instytucje, jak NASA i Amerykańska Akademia Nauk…

- Obie te instytucje bardzo się liczą w świecie, dysponują bowiem wiedzą opartą na licznych badaniach, m.in. prowadzonych przy użyciu satelitów. Ich raporty nie pozostawiają złudzeń.

- Ciężko chyba wyobrazić sobie sytuację, kiedy nagle świat zostałby pozbawiony elektryczności?

- W takich przypadkach wyobraźnia inżynierska nasuwa najbardziej krytyczne sytuacje. Wystarczy przypomnieć sobie black-out na Pomorzu Zachodnim zimą 2008 r. spowodowany odcięciem prądu. Albo podobne wydarzenia w USA i we Włoszech. To był istny koniec świata. W dużych miastach działy się sceny, jakby z pogranicza horroru i science fiction…

- Czy w Polsce któraś z instytucji naukowych monitoruje problem?

- W naszym kraju niewątpliwie najbardziej uprawniona do studiowania tych kwestii jest grupa uczonych zgromadzonych w stosownym wydziale PAN. Niewątpliwie kwestie te są na bieżąco przez naszych uczonych monitorowane. Pierwszym naukowcem, który zwrócił mi uwagę na problem efektu Carringtona, był znany polski uczony radiolog i klimatolog, prof. Zbigniew Jaworowski.

Źródło: 

http://www.se.pl/technologie/nauka/sonce-zniszczy-ziemie-burze-na-soncu-to-powazne-zagrozenie_176841.html


W naszej galaktyce zlokalizowano mikrofalową „mgłę” nieznanego pochodzenia

Naukowe teorie na temat tego czym grozi przebiegunowanie Ziemi

Stopień pokrycia lodem Morza Beringa w styczniu 2012 jest już drugim największym w historii

Amerykanie ogłosili gotowość „odparcia agresji Iranu”


  • RSS